(fot. flickr/crimfants)
Matki i ojcowie małych internautów są najwyraźniej pod wpływem kampanii społecznych przestrzegających przed niebezpieczeństwami czyhającymi w sieci. "Puls Biznesu" informuje o wynikach sondażu Eurobarometru, który zbadał nastroje wśród rodziców, także w Polsce. Okazuje się, iż internet budzi w nich strach:
60 proc. rodziców dzieci martwi się, że ich pociecha może stać się ofiarą uwodziciela internetowego, który zaprzyjaźnia się z dzieckiem, aby następnie wykorzystać je seksualnie. (…) 54 proc. rodziców obawia się, że ich dzieci mogą być szykanowane w sieci (np. zastraszane na stronach internetowych lub wiadomościami SMS-owymi).
Czy te obawy są uzasadnione? Na razie nic o tym nie świadczy. Oczywiście, zdarzają się przypadki uwiedzenia dziecka przez sieć, lecz zjawisko internetowej pedofilii nie ma charakteru powszechnego. Bo też i czemu miałoby mieć? Ilość zboczeńców w populacji pozostaje na stałym poziomie. Na szczęście są w stanie zagrozić jedynie niewielkiej grupie dzieci. Mimo to Unia Europejska rozpoczyna wart dziesiątki milionów euro program "Bezpieczny internet":
Z programu "Bezpieczny internet" współfinansowane będą projekty mające na celu podniesienie świadomości w społeczeństwie, a zwłaszcza dzieci, rodziców i nauczycieli. Mają temu służyć punkty informacyjne dostępne za pośrednictwem internetu lub telefonicznie, gdzie można będzie zgłaszać nielegalne i szkodliwe treści i zachowania, w szczególności w zakresie seksualnego wykorzystywania dzieci, uwodzenia i szykanowania w internecie.
Rzecz jasna, to dobrze, że wzrośnie ochrona najmłodszych użytkowników sieci. Nieco niepokojący jest jednak fakt, iż powstaje kolejna instytucja zdejmująca z barków rodziców ciężar odpowiedzialności za dzieci.
Tymczasem to przede wszystkim od rodziców powinien zależeć stopień bezpieczeństwa ich pociech. Muszą się interesować co robi oraz z kim rozmawia dziecko. I wychować je do życia w wirtualnym świecie tak samo jak w realnym. Nikt lepiej niż rodzice tego nie zrobi.











