A więc nie można tego zwalić na upadek obyczajów, zarzucany stereotypowo społeczności homoseksualnej. Nie, wszystko odbyło się bardzo klasycznie: randka, gorzałka, seks. Choć poranek przyniósł oskarżenie partnerki... o gwałt.
Otóż w Sztokholmie policja aresztowała 41-latkę, pod zarzutem poddania 30-letniego mężczyzny innym czynnościom seksualnym - wbrew jego woli.
Nieszczęsna ofiara umówiła się z drapieżnikiem seksualnym w spódnicy w dobrej wierze. Spotkali się w pubie. Potem, oboje naturalnie pod silnym wpływem wody ognistej, spacerowali. Kobieta zaproponowała, by coś przegryźć. U niej.
Niestety, w mózgu ofiary nie zadźwięczał dzwonek ostrzegawczy. Iluż jeszcze młodych mężczyzn zapłaci za swą naiwność cenę najwyższą?
Jak powiedziała gazecie "Aftonbladet" Towe Hägg, rzecznik prasowy sztokholmskiej policji,
Zaprosiła go na małą nocną przekąskę. Jak tylko znaleźli się u niej, zaczęła mu czynić awanse natury seksualnej, którym się opierał. Nie wiemy jednak, czy było to tylko "nie", czy ofiara broniła się bardziej zdecydowanie.
Gdy trzydziestolatek odmówił uprawiania z nią seksu, napastniczka wbrew jego woli "wykonała na nim seks oralny". Ofiara poczekała do rana i zawiadomiła policję o gwałcie.
Obecnie gwałcicielka znajduje się pod nadzorem policji. Prokuratura ustala, czy w ogóle da się postawić zarzuty. A co, jeśli zgwałcony sam był sobie winien? Na przykład, prowokował strojem. Miał krótką, obcisłą koszulę. Albo spodnie. Takie młode kociaki, wiecie, często aż się o to proszą, wiecie.
Swoją drogą rzecznik sztokholmskiej policji ma ciekawą pracę. Dwa lata temu Towe Hägg musiała opowiadać w MTV, jak jej koledzy aresztowali Axela Rose - który w barze ugryzł w nogę ochroniarza. I co Rose wyprawiał potem "na dołku".
A powiadają, że Szwecja to nudny kraj - i nic się tam nie dzieje.
/Pardon/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz