Składający pozew Dimitris Lambrou powiedział, że stosowanie słowa "lesbijka" przez homoseksualne kobiety "obraża tożsamość mieszkańców Lesbos". Problem ten w języku polskim nie występuje, jednak w języku greckim, podobnie jak w większości jezyków nowożytnych, "lesbijka" to zarówno kobieta homoseksualna, jak mieszkanka wyspy Lesbos.
Moja siostra nie może nigdzie powiedzieć, że jest z Lesbos. Nasze położenie geograficzne przywłaszczyły sobie pewne panie, które z wyspą Lesbos nie mają nic wspólnego. Nasz pozew nie jest wymierzony w homoseksualne kobiety. Niech odwiedzają Lesbos, niech się pobierają i robią co chcą. Prosimy tylko, by usunęły z nazwy jedno słowo.
Pozwana grupa, Gejowsko-Lesbijska Społeczność Grecji, stała się celem tylko dlatego, że jako jedyna używa w nazwie słowa "lesbijski". Lambrou i jego dwie wspólniczki żądają sądowego zakazu stosowania tego słowa przez mniejszość seksualną.
Co ciekawe, Dimitris Lambrou bynajmniej nie reprezentuje greckiego Ciemnogrodu. Jest wydawcą czasopisma o starożytnej Grecji, w którym... zażarcie walczy z chrześcijaństwem.
Sprawa stanie na wokandzie 10 czerwca. Lambrou argumentuje, że o ile mieszkańcy Lesbos noszą swe miano od tysięcy lat, o tyle lesbijki stały się nimi dopiero kilkadziesiąt lat temu.
No, tak naprawdę trochę wcześniej. Słowo "lesbijka" na określenie homoseksualnej kobiety pojawiło się po raz pierwszy bodaj w słowniku medycznym Billingsa, w roku 1890. Wcześniej, według znakomitej monografii Marie-Jo Bonnet Związki miłosne między kobietami od XVI do XX wieku, używano określeń "anandryna" oraz "trybada".
Jednak Lambrou ma sporo racji. Słownik Oksfordzki jeszcze w edycji z roku 1987 wymienia tylko jedno znaczenie słowa "lesbijski" - pochodzący z lub tyczący się wyspy Lesbos. Odnośnik do homoseksualizmu znajdziemy dopiero w Suplemencie.
Sprawa jest więc interesująca. Swoją drogą Lesbos, związane z "pierwszą lesbijką", grecką poetką Safoną, jest dla społeczności lesbijskiej miejscem kultowym. Lesbijki stanowią zdecydowaną większość odwiedzających wyspę turystów. Pielgrzymują zwłaszcza do miasta Eressos, gdzie Safona podobno mieszkała ponad 2500 lat temu.
Dimitris Lambrou sporo więc ryzykuje. Jeśli wygra, jego pobratymcy mogą przepędzić go z wyspy. Organizacje lesbijskie przylepią jej bowiem homofobiczną etykietkę, będzie bojkot - i turystyka się załamie.
Naprawdę ciekawe, co postanowi grecki sąd w tej sprawie. Lingwistyczno-geograficzno-seksualnej.
/Pardon/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz