W zaciemnionym holu umieszczono dwa ogromne płótna, na których wyświetlano sceny z filmu Gibsona “Pasja”. Fragment dotyczył momentu, kiedy tłum Żydów głośno domagał się ukrzyżowania Chrystusa. Naprzeciw ekranu ustawiono dwie metalowe skrzynki. W każdej z nich za szybką znajdował się nagi artysta w pozycji embrionalnej. W pewnym momencie rozległ się głośny trzask i po rozbitym szkle na małe podesty weszli całkiem nadzy artyści. Co mam z nim zrobić - zapytał publiczność jeden, wskazując na drugiego. Odziać go - zawołał ktoś z widowni. Na ramiona narzucono mu marynarkę. Teraz ten z kolei pytał: Co zrobić z tym drugim?. Ukrzyżować go - zawołano. Wówczas obaj nadzy artyści stanęli razem w pozycji krzyża. Z ekranu cały czas leciały okrzyki w języku hebrajskim: ukrzyżować go.
Spektakl wywołał mieszane uczucia, nikt jednak nie zarzucił artystom obrazy uczuć religijnych czy propagowania pornografii. Problemy zaczęły się, gdy w lokalnej gazecie o wydarzeniu przeczytał senator LPR Janusz Kubiak. “Głosowi” mówi:
W tym tekście były wypowiedzi negujące ten występ. To właśnie na ich podstawie złożyłem zawiadomienie do prokuratury o prawdopodobieństwu popełnienia przestępstwa. Czy faktycznie do niego doszło, to już ustali prokuratura. Moim jednak zdaniem sztuka powinna mieć swoje granice.
Prokuratura ochoczo wzięła się za badanie sprawy, ale nie postawiła nikomu zarzutów. Na razie postępowanie toczy się jedynie “w sprawie”.
Leszek Sawicki, organizator Spotkań:
To jest sprawa bardziej moralności i percepcji sztuki niźli prawa. Szkoda tylko, że w tym całym zamieszaniu może ucierpieć idea dalszego istnienia Złotowskich Spotkań Teatralnych. W tegorocznych instalacja była tylko fragmentem całości. Jedyne, co mogę i będę próbował zrobić w tej sprawie, to nakręcić reportaż o wolności słowa i działań w sztuce.
Sam “prowodyr”, czyli Tomasz Cebo, twierdzi, że nie chciał obrazić uczuć religijnych. Miał na celu skłonienie widzów do głębszej refleksji nad ukrzyżowaniem Chrystusa. Nie jest winą artysty sytuacja, w której nagość przesłania komuś sens spektaklu.
Nie można nazwać kwietniowego występu sztuką. To raczej wybryk grupy niezbyt dojrzałych buntowników. Ale był to wybryk odbywający się w zamkniętej (choć nie prywatnej) przestrzeni, z udziałem publiczności, która wiedziała, na co się pisze.
Widz nie ma prawa pozwać teatru, jeśli występ mu się nie spodoba - ocena poziomu artystycznego jest czymś subiektywnym, więc żaden poważny sąd się taką sprawą nie zajmie. Jeśli dodatkowo ktoś nie widział spektaklu, a jedynie czytał o nim w gazecie, to trudno uznać jego krzyk oburzenia za uzasadniony.
/Pardon/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz