środa, 25 czerwca 2008
Iga Wyrwał: piersiasty symbol sukcesu emigranta?
sobota, 14 czerwca 2008
Sensacja: kapucyn nauczy was superorgazmu
Sensacyjną wieść przynosi dziś dziennik "Polska":
Ojciec Ksawery Knotz ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów rozpocznie za tydzień rekolekcje, na których będzie uczyć m.in. osiągania... superorgazmu.
Przejdźmy może do meritum:
"Mąż powinien się starać, aby w czasie aktu seksualnego kobieta przeżywała (...) przyjemność seksualną. W wielu wypadkach może to nastąpić tylko wtedy, gdy aktowi seksualnemu towarzyszą dodatkowe zabiegi ze strony męża - poczynając od stworzenia bezpiecznego, czułego i przyjaznego klimatu współżycia seksualnego, poprzez pieszczoty jej ulubionych miejsc erogennych, a kończąc na stymulacji łechtaczki. Są to ważne elementy ars amandi katolickich mężów".
Dobry Boże...!
Jest nawet wersja dla wyzwolonych:
"Małżonkowie mogą okazywać sobie miłość w każdy sposób, mogą obdarzać się nawet najbardziej wyszukiwanymi pieszczotami. Mogą stosować stymulację oralną i manualną". Ojciec Ksawery Knotz odradza za to zdecydowanie erotyczne gadżety, bo, jego zdaniem, "instrumentalizują akt małżeński".
Co prawda kilka lat temu "Tygodnik Powszechny" opublikował tekst "modlitwy o dobry seks", ale tak wyzwolonego zakonnika jeszcze w Polsce nie było (albo o nim nie wiemy). Jest tylko jeden problem: to ciągle wiedza książkowa, a nie z praktyki się wywodząca.
Z drugiej jednak strony, kto powiedział, że dobry trener musi być wcześniej dobrym piłkarzem?
Najważniejsze przecież, żeby jego gracze potrafili finezyjnie, hmmm, rozmontować obronę przeciwnika.
/Pardon/
czwartek, 12 czerwca 2008
"Mężczyzna w ciąży" wkrótce rodzi. I chce mieć więcej dzieci
Kariera tego pana zaczęła się u Oprah (Fot. kadr z programu)
Thomas Beatie, brodaty facet z brzuchem (tudzież brodata kobieta z brzuchem), jest właśnie w 36. tygodniu ciąży. Wkrótce rodzi. I, jak opowiada kolejnym mediom, ciąża to jest to. Jak pisze "Daily Telegraph", transseksualista i jego żona chcą mieć więcej dzieci.
Thomas urodził się jako kobieta o nazwisku Tracy Lagondino. 10 lat temu przeszedł zmianę płci. Zachował jednak damskie organy rozrodcze, co okazało się przydatne, kiedy okazało się, że jego żona Nancy nie może mieć dzieci. Wówczas to on zdecydował się zajść w ciążę i zostać matką. Tudzież ojcem.
Szczęśliwy przyszły hybrydowy tatuś-mamusia, który wkrótce urodzi dziewczynkę, mówi, że czuje się fantastycznie i już się nie może doczekać, kiedy zobaczy twarz dziecka. Para ma wszystko przygotowane do przyjścia na świat córeczki. Wybrali już dla niej imię, a w domu na nią czeka pokoik z łóżeczkiem, mnóstwo zabawek i ubranek.
Facet w stanie błogosławionym od kilku miesięcy zadziwia świat i bryluje w mediach. Pisali o nim już chyba wszyscy, zaliczył też co ważniejsze programy telewizyjne. Jego kariera nabrała rumieńców zwłaszcza po wizycie w programie Oprah Winfrey. I do dziś wywołuje dyskusje.
Antropolog Helen Fisher jest zachwycona faktem, że ta para naprawdę zachowuje się jak mężczyzna i kobieta, będący w tradycyjnym związku małżeńskim. Tyle że to mężczyzna jest w ciąży. Ale mała dziewczynka prawdopodobnie tego w ogóle nie odczuje. Będzie miała mamusię i tatusia jak wszystkie dzieci.
Czyli wszystko będzie całkiem... normalnie. Przynajmniej na pozór.
środa, 11 czerwca 2008
Otwock: kobieta urodziła... pijane dziecko
(fot. Andrzej Wiktor/PAP)
Matka Polka miała 1,2 promila alkoholu we krwi, za to Córka Polka - już 2,9. Rosjanie piszą o tym z podziwem. Nawet u nich nie odchodzą bowiem takie historie.
38-letniej Monice K. grozi obecnie do 5 lat odsiadki za "narażenie noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub rozstroju zdrowia". Jako Matka Polka dostanie zapewne rok w zawiasach.
Lekarze obawiają się o poprawność przyszłego rozwoju Córki Polki. Jednak co tam rozwój - ważne, iż ocalono życie poczęte. A że zapewne od samego poczęcia życie to wbrew własnej woli było pijane jak bela, to już inna sprawa.
Tego typu szczegóły nie powinny nas obchodzić. Podobnie nie powinniśmy się wstydzić przekazu, jaki w związku z wesołymi przygodami pani Moniki poszedł w świat.
Ważne, że Polska przoduje na froncie "cywilizacji życia". Czy pijane Matki Polki rodzą pijane dzieci, to już drobiazg. Najważniejsze, że rodzą.
Zatem, zdrowie malutkiej! I na drugą nóżkę!
/Pardon/


wtorek, 10 czerwca 2008
"Nagie sprzątaczki" - nowość w zakresie usług domowych
Pomoc domowa podczas sprzątania łazienki (fot. Rolf Vennenbernd/PAP)
Prostytucja pod przykrywką "agencji towarzyskich" świetnie sprawdza się w Polsce. Ale co zrobić w kraju, w którym prawo traktowane jest bez przymrużenia oka? Opracowany przez dwóch imigrantów z Rumunii system był genialnie prosty.
Na stronie internetowej reklamowali się jako firma sprzątająca. Na podstawie zamieszczonych fotografii można było sobie wybrać odpowiednią "sprzątaczkę", którą następnie dowożono pod wskazany adres w Sztokholmie i okolicach. Czy tam sprzątała, czy też robiła coś zgoła przeciwnego, pozostawało tajemnicą jej i klienta.
A klientów było kilkuset. Oczywiście sprawa wydała się podejrzana policji, jednak udowodnienie czegokolwiek może się okazać trudne. Rumuni, którzy w swej firmie pełnili funkcje szoferów, uparcie twierdzą że głęboko wierzyli, iż wożą zwykłe sprzątaczki. Ostatecznie żaden przepis nie zabrania, by ścierać kurze w niebotycznych szpilkach, pończoszkach i krótkim fartuszku.
Na zeznania klientów nie ma zaś co liczyć. Ustawa z roku 1999 kryminalizuje bowiem nie samą prostytucję, która od 1907 roku pozostaje w Szwecji legalna, co sam akt nabywania usług seksualnych. Skazano już za to ponad 500 mężczyzn - na grzywny, choć groziło im nawet więzienie.
Swoją drogą usługi nagich sprzątaczek oferuje coraz więcej firm. Musi to więc być jakiś popularny fetysz. Jednak podobne sprzątanie seksualne już samo w sobie niesie ze sobą pewne ryzyko.
Przekonał się o tym 50-latek z Florydy, który pod nieobecność żony zamówił przez internet "nagą pokojówkę" - w cenie ponad 200 zł za godzinę -by posprzątała mu dom. Zrobiła to tak dokładnie, że małżonka nie mogła się po powrocie doszukać swej biżuterii, wartej około 85 tys. złotych.
Słowem, coraz trudniej dziś być mężczyną. Wszędzie czają się zasadzki.
/Pardon/
Masz problemy z erekcją? Nie dostaniesz ślubu kościelnego
26-letni mężczyzna został sparaliżowany od pasa w dół w rezultacie wypadku samochodowego. Mimo jego kalectwa i impotencji narzeczona chciała wstąpić z nim w związek małżeński. Jednak biskup ordynariusz Viterbo zabronił udzielenia im ślubu kościelnego. Jego rzecznik tak tłumaczył to w niedzielę wieczorem w telewizji Sky TG24:
Żaden biskup i żaden ksiądz nie może sprawować sakramentu małżeństwa, gdy wie o stwierdzonej impotencji, gdyż jest ona przyczyną uniemożliwiającą jego otrzymanie.
Ślub i tak się odbył - tyle że cywilny. Uczestniczył w nim nawet, jako gość, miejscowy proboszcz, któremu biskup zabronił udzielenia sparaliżowanemu ślubu.
Sęk w tym, że w opinii Kościoła katolickiego małżeństwo ma dwa cele - wspólnotę życia małżonków oraz wychowanie potomstwa. Tak stanowi kanon 1055 Kodeksu Prawa Kanonicznego.
Impotencja uniemożliwia realizację drugiego celu - jest zatem "przeszkodą zrywającą, która czyni osobę niezdolną do zawarcia ważnego związku małżeńskiego". Gdyż kanon 1084 Kodeksu Prawa Kanonicznego mówi wyraźnie:
Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury.
Jak dla nas, strasznie dużo w tych kościelnych kanonach prawnych o seksie. Można nawet odnieść wrażenie, że dla Kościoła małżeństwo sprowadza się do... seksu. A gdy wyobrazimy sobie księży, wypytujących tego nieszczęsnego człowieka na wózku, czy miewa erekcje... skóra cierpnie.
Słowem, niepełnosprawny i jego żona będą teraz, na mocy decyzji Kościoła, żyć w grzechu. Może nam ktoś wytłumaczy: czy Kościół nie skazuje ich tym samym na wieczne potępienie?
I dlaczego decyzje Kościoła są takie... nieludzkie?
niedziela, 8 czerwca 2008
Lewica upomina się o prawa zgwałconej dziewczynki
O prawa zaszczutej przez tzw. obrońców życia zgwałconej 14-latki upomniał się lider Polskiej Lewicy, Leszek Miller. Były premier o poszanowanie prawa zaapelował do samego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ćwiąkalskiego. SLD, które najwyraźniej nadal szuka swojej nowej "wizji", w tej sprawie nie zrobiło na razie nic.
A tego typu sytuacje to dla lewicy szansa, by pokazać, że jest Polsce potrzebna. Jak pisze w blogu jeden z najbardziej znanych lewicowych blogerów, Walpurg, nasz kraj potrzebuje własnego Zapatero, który zbliży nasze standardy poszanowania praw człowieka do europejskich.
Bo na razie, pisze bloger, Polską rządzą "katotalibowie", którzy wyżej nad życie kobiety i obowiązujące prawo stawiają własne zasady. I robią, co mogą, by narzucić je reszcie społeczeństwa:
Zresztą w całej tej sprawie nie tylko o aborcję chodzi, ale o metody wymuszania decyzji. Katotalibów nie interesuje obowiązujące prawo. Nie obchodzą ich też odczucia zgwałconej. Oni mają swoją misję i żeby osiągnąć swój misjonarski orgazm są gotowi do reszty ową dziewczynkę upodlić, poniżyć i zgnoić. Niech całe miasto wie, że to "morderczyni"!
Katolickie oburzenie nie obejmuje jednak gwałciciela. Pod jego domem nie urządzili pikiety. Za nim nie jeżdżą po całej Polsce i nie krzyczą na niego "gwałciciel"!
Dlatego należy popierać każdą partię, która chce odebrać Kościołowi wpływy, kończy swój wpis Walpurg. Dziś tą partią jest Polska Lewica, która, piórem Leszka Millera, również pisze w blogu o katotalibach w szpitalach.
Aż dziw, że tragedią zgwałconego dziecka nie zainteresował się nikt inny spośród naszych polityków. Milczy SLD, nie obchodzi to Platformy. Panowie i panie, to się dzieje w Polsce. I może się przytrafić także Waszemu dziecku. Pora się obudzić.
/Pardon/
piątek, 6 czerwca 2008
Porządkowy upomniał całujące się lesbijki. Słusznie?
Jedna z nich poskarżyła się bowiem szeroko mediom. Rozpętała się dyskusja telewizyjno-radiowo-internetowa na temat publicznego wyrażania uczuć. I dlaczego lesbijkom tego nie wolno.
Niektórzy ludzie ciągle jeszcze nie załapali. Widzą parę gejów i lesbijek i się gapią, albo rzucają jakieś teksty. To jeden z problemów w byciu gejem. Codzienne czynności mogą być powodem traumy.
Jak dawanie sobie buzi. Tak to widzi Josh Friedes z Equal Rights. A jak widzą to "zwykli obywatele"?
W ubiegły poniedziałek, podczas rozgrywek Saettle Mariners i Boston Red Sox na stadionie Safeco Field, Sirbinie Guerrero porządkowy powiedział, że poskarżyła się zajmująca pobliskie miejsce kobieta. Zwróciła ona uwagę, że
w pobliżu są dzieci i rodzice będą im musieli tłumaczyć, czemu te panie się całują.
Słowem, "Niech ktoś pomyśli o dzieciach!" - jak zawołałaby żona bogobojnego Flandersa z "Simpsonów". Guerrero poczuła się jednak poniżona.
No byłam w szoku. Seattle jest takie pro-gejowskie. Kilka rzędów dalej jakaś para obściskiwała się na całego. My tylko okazywałyśmy sobie uczucia.
W ten poniedziałek do dyskusji włączyła się rzecznik klubu Seattle Mariners, Rebecca Hale.
Mamy surową politykę antydyskryminacyjną. Kiedy egzekwujemy regulamin, jest to oparte na konkretnym zachowaniu - nie tożsamości zaangażowanych.
Regulamin, ogłaszany przed każdą imprezą, zabrania
publicznego okazywania uczuć w postaci nieodpowiedniej w pobliżu rodzin z dziećmi.
Ale kto ma decydować, co jest "nieodpowiednie"? W opinii klubu, "rozsądna osoba". Jednak regulamin oparty na wyczuciu dość trudno egzekwować.
Na przykład Guerrero zaprzeczyła zarzutom "obściskiwania się". Wyznała, że w przerwach między wspólną konsumpcją frytek o smaku czosnkowym wymieniały z partnerką przelotne pocałunki.
Władze klubu nie chciały trwać pod pręgierzem opinii publicznej. We wtorek Guerrero oświadczyła, że ją przeprosiły. Jednak społeczność Seattle nadal jest podzielona.
Czułbym się niezręcznie. Myślę, że to nie jest w porządku, musieć oglądać kobiety całujące się publicznie. Gdybym był z rodziną, musiałbym jej tłumaczyć co się wyprawia. (Jim Ridenour, taksówkarz, lat 54)
Zależy, jak daleko się posuwają. Pary heteroseksualne też. (Mark Ackerman, sprzedawca hot-dogów, lat 23)
Zaś Sirbina Guerrero przeżywa, jak określają to jej znajomi, kolejne 15 minut sławy. Brała już bowiem udział w reality-show MTV, w którym wraz z innymi uczestnikami zabiegała o względy biseksualnej kobiety. A na co dzień pracuje w barze topless.
Swoją drogą w roku 2007 zdarzyły się dwa podobne przypadki. Przewoźnik w Oregonie przeprosił nastolatkę, którą kierowca wyrzucił z autobusu za całowanie się z inną nastolatką. Zaś w Teksasie zawieszono policjanta, który zwrócił dwóm całującym się gejom uwagę, że w Teksasie homoseksualizm jest zabroniony.
A wcale nie jest.
/Pardon/
Alessandra Ambrosio
czwartek, 5 czerwca 2008
Gdzie są najładniejsze na świecie dziewczyny? Zobacz ranking
Ranking powstał na podstawie opinii podróżujących po świecie panów. Czemu tylko panów, nie wyjaśniono. Dla przeciętnego męskiego szowinisty może się okazać dość zaskakujący - ale użytkownicy Travelersa raczej wiedzą, co mówią. Choć jakich używają kryteriów, pozostaje osnute mrokiem tajemnicy.
Poza tym, ranking jestobrzydliwie seksistowski, ociekający stereotypami, niepoprawny politycznie i traktujący kobiety przedmiotowo. Przedstawiamy go z niekłamaną rozkoszą.
1. Sztokholm, Szwecja
Zwycięstwo Sztokholmu to zaskoczenie numer jeden - choć raczej nie dla tych, którzy miasto znają. Zdaniem portalu, Sztokholm jest pełen pięknych kobiet. Do tego stopnia, że wchodząc rano do sklepu ulega sie złudzeniu, że trafiło się na plan reality show "Supermodelki ekspedientkami". Kobiety są miłe, wykształcone i mówią po angielsku bez akcentu. Szwedki, jeśli ktoś lubi ten typ urody, rzeczywiście są bezkonkurencyjne. I bardzo się przez ostatnich 20 lat zmieniły. Są niezwykle elegenckie, zadbane i wyrafinowane.
2. Kopenhaga, Dania
To samo co Sztokholm, ale bardziej sexy. Może mniej szyku, za to więcej spontaniczności i erotyki. Dunki są coraz bardziej wyzwolone, a rodzima branża porno rozkwita.
3. Buenos Aires, Argentyna
Boskie Buenos rzeczywiście jest niezwykle pięknym miastem i światową stolicą hiszpańskiego typu urody. O ile jednak Hiszpanki chodzą w wyciągniętych swetrach i mówią zachrypniętym głosem, Argentynki to kolonialne damy. Ciekawostka: absolutnie wszystkie kobiety chodzą na wysokich obcasach. Czasem wręcz niebotycznych.
4. Warna, Bułgaria
Pełne zaskoczenie - choć nie dla weteranów wypraw maluchem do Złotych Piasków. Upał, wspaniałe plaże, przepiękne kobiety, topless i stringi.
5. Los Angeles, USA
Nic dziwnego - Kalifornia to mekka najpiękniejszych kobiet z całych Stanów, zaś L.A. to jej stolica. Jeśli ktoś lubi amerykański, silikonowo-chirurgiczny typ urody, odruch nieustannego oglądania się na ulicach można jako-tako kontrolować dopiero po pół roku. Ulicami chodzą rzeczywiście niewiarygodne zjawiska. Poza tym, wszystkie słodycze USA - niebywale piękne włosy i olśniewająco białe uśmiechy.
6. Moskwa, Rosja
Zaskoczenie numer trzy - chyba że ktoś w Moskwie był. Rosjanki są prześliczne: choć szybko ten swój obezwładniający, świeży wdzięk tracą. Ale są bardzo bezpośrednie, otwarte, trochę po dziecięcemu naiwne - i niewiarygodnie naturalne. We wszystkim.
7. Caracas, Wenezuela
Miasto, w którym operacje plastyczne funduje się nastolatkom z okazji ukończenia podstawówki. O ile w Los Angeles praktycznie nie spotyka się naturalnych biustów, tutaj poprawione są wszystkie twarze. Z oszołomienia trudno sie otrząsnąć - spotyka się buzie idealne, absolutnie symetryczne i pozbawione najdrobniejszych dysharmonii. Wenezuela ma obsesję na punkcie konkursów piękności. Kobiety są zaś tak piękne, że aż nierealne. Może to budzić strach.
8. Montreal, Kanada
Marzenie Amerykanina - Francja, ale blisko i po angielsku. Jak mawiał Oscar Wilde, dobrzy Amerykanie idą po śmierci do Paryża. A za życia zawsze mogą udać się do Montrealu. Mnóstwo szkół wyższych, mnóstwo wyrafinowanych studentek mówiących po francusku, lecz rozumiejących angielski. Panowie układający ranking okazali się nie tak znów płytcy - jak widzimy, liczy się dla nich nie tylko fizyczne piękno, ale też pewna aura.
9. Tel Awiw, Izrael
Miasto bardzo piękne, odległe od etnicznego zamętu Jerozolimy. Największy na świecie odsetek kobiet o cudownych, zielonych oczach. Ze względu na imigrację z całego świata, zapierająca dech w piersiach mieszanka typów etnicznych na jednej ulicy. Problemem może być tylko powszechna służba wojskowa kobiet po 18 roku życia. Z izraelskimi dziewczętami nie ma żartów. To one wyznaczają reguły gry. Przyznać jednak trzeba, że bardzo, ale to bardzo luźne.
10. Amsterdam, Holandia
Holenderki są modne, fajne, skore do zabawy, sympatyczne i łatwo się z nimi dogadać. Prawdziwe boginie jeżdżą ulicami na rowerach. Słowem, Amsterdam to wytchnienie.
Jest to, naturalnie, ranking ułożony przez Amerykanów. Których wciąż bywa w Polsce niewielu. Zresztą, brak Warszawy dziwi znacznie mniej niż nieobecność Paryża czy Rzymu - tradycyjnych stolic damskiej urody. One miejsce w czołówce straciły, ale my dopiero możemy je zyskać. Wszystko przed Polkami!
Tyle że Polki przyczyniają się ostatnio raczej do wzrostu pozycji... Londynu.
/Pardon/

środa, 4 czerwca 2008
Ofiara Polańskiego wybacza mu pedofilski gwałt
To najbardziej wstydliwy epizod w biografii tego znakomitego polskiego reżysera. Cytuję za Filmweb.pl:
W połowie lat 70. [Polański] nawiązał współpracę z francuskim pismem "Vogue Hommes", dla którego miał wykonać zdjęcia nastoletnich dziewczynek. Polański był zachwycony: "Spodobała mi się ta propozycja - mówił - gdyż lubię dziewczęta w tym wieku, a one, z niewiadomych powodów, lubią mnie." Sam musiał znaleźć nastoletnie modelki. Przyjaciel z Los Angeles polecił mu trzynastoletnią Samanthę Gailey. Polański skontaktował się z jej matką i poprosił o pozwolenie na wykonanie zdjęć. Pierwszą sesję zorganizowano 20 lutego 1977 roku. Polański poprosił dziewczynkę, żeby zdjęła koszulę do kilku zdjęć. Gailey opowiada, że nie podobało jej się, że chce ją fotografować topless, ale wydawało jej się, że tak powinna postąpić profesjonalna modelka. Na drugą sesję dziewczynka w ogóle nie chciała jechać. "Czułam się zakłopotana tym, co stało się za pierwszym razem - mówi Gailey - Z drugiej jednak strony nie chciałam tracić takiej okazji i zachować się dziecinnie czy niedojrzale." Polański zawiózł Samanthę do posiadłości Jacka Nicholsona niedaleko Beverly Hills. Tam zaoferował trzynastolatce szampana i kazał pozować topless w wannie. "Wypiłam co najmniej trzy kieliszki. Nie piłam wcześniej alkoholu, więc zaczęło mi się kręcić w głowie. Kiedy powiedział, że chce pójść ze mną do jacuzzi, zrozumiałam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że nie powinien o to prosić. Byłam w tarapatach i chciałam się stamtąd wydostać. Powiedziałam mu, że dostałam napadu duszności i muszę natychmiast wracać do domu." Wtedy Polański podał Samancie silny środek uspokajający i ją zgwałcił. Następnie odwiózł ją do domu i wrócił do hotelu. Matka Samanthy zadzwoniła na policję.
Roman Polański został oskarżony o "stosunek płciowy z nieletnią, gwałt po podaniu środków odurzających, deprawację, czyny lubieżne i sodomię". Jednak adwokaci obu stron zawarli deal. Polański przyznał, że "odbył stosunek" z trzynastolatką i po odsiedzeniu 42 dni w więzieniu został zwolniony "za odpowiednie zachowanie". Sprawa miała trwać dalej, jednak reżyser wyjechał na zawsze ze Stanów Zjednoczonych.
I oto po latach ofiara Romana Polańskiego wybacza mu. Kobieta ma dziś 44 lata, używa nazwiska Samantha Geimer. Pisze o tym Dziennik.pl:
"Polański nie jest zagrożeniem dla społeczeństwa" - wyznaje telewizji HBO ofiara gwałtu Samantha Geimer. "Nie uważam, by powinien być zamknięty na zawsze w więzieniu. Zresztą nikt prócz mnie o nic go nie oskarżył" - tłumaczy w dokumencie, który zaprezentowano na trwającym właśnie amerykańskim festiwalu filmowym "Sundance". (...)
"Myślę, że żałuje tego, co uczynił i wie, że było to złe" - przekonuje Samantha Geimer. I dodaje, że to było to tak dawno, że nie czuje już do Polańskiego żalu. "To już tylko złe wspomnienie... Ale nauczyłam się z nim żyć" - kończy kobieta.
Czy należy spodziewać się, że Roman Polański wróci do USA?
A swoją drogą, trudno nie odnieść wrażenia, że los okazał się dla niego nader łaskawy. Wyobraźmy sobie, jak skończyłby tzw. zwykły człowiek, który dopuściłby się pedofilskiego gwałtu i stanąłby za to przed sądem.

"Informacja o awarii reaktora była wpierw niejawna"
To akurat elektrownia atomowa w czeskim Temelinie (Fot. PAP/EPA - Hans Klaus Techt)
"W elektrowni atomowej Krszko w Słowenii doszło w środę po południu do awarii. Nie stwierdzono wycieku substancji promieniotwórczych do środowiska" - cytuję za serwisem informacyjnym o2.pl.
W związku z awarią Komisja Europejska ogłosiła alarm na terenie całej Unii Europejskiej. I słusznie. Na szczęście, okazało się, że nie ma zagrożenia.
Pozostają jednak pytania. Oto Gazeta.pl pisze w tekście o awarii tak:
Zgodnie z procedurami, Bruksela miała obowiązek poinformować o awarii kraje członkowskie.
Takie powiadomienie przesłano - według oświadczenia Komisji - o 16.38 (naszego czasu) wszystkim krajom członkowskim. Informacja przez pierwsze chwile pozostała jednak niejawna i pierwsze przecieki w tej sprawie pojawiły się dopiero około godziny 20.30 naszego czasu.
Oto jak wyglądało to na stronie:
Ja o awarii i alarmie usłyszałem po raz pierwszy dokładnie o godz. 20.00 w Radiu Wrocław. A więc publicznie. Zatem najpóźniej o tej porze informacja krążyła już po mediach.
Dlaczego jednak - jak pisze Gazeta.pl - wiadomość była wcześniej "niejawna"?
Ale to może zrozumiałe. Lepiej nie siać paniki. Znacznie ciekawsze wydaje się pytanie o plotki o rzekomej awarii jakiejś elektrowni jądrowej, które krążyły przez cały dzień po Polsce. Być może ich źródłem była wiadomość o drobnej awarii w elektrowni atomowej w czeskich Dukovanach.
To w sumie ciekawy zbieg okoliczności. Wpierw pojawiają się pogłoski o awarii, potem faktycznie dochodzi do wypadku w Słowenii, który wywołuje alarm w UE, a później okazuje się, że tak naprawdę były aż dwa incydenty w elektrowniach atomowych w Europie Środkowej w ciągu dwóch dni.
Chciałoby się rzec: do dzieła, miłośnicy spiskowych teorii dziejów!
A swoją drogą, łatwo zauważyć, kto najbardziej straci na środowym zamieszaniu w elektrowniach atomowych. Tym przegranym jest energetyka jądrowa.
/Pardon/
Największe oszustwo w historii?
Otóż Coleman sugeruje, że cała kampania przeciwko "globalnemu ociepleniu", za którą Al Gore dostał nawet nagrodę Nobla, skierowana jest tak naprawdę wyłącznie przeciwko paliwom kopalnym. I ma za zadanie "odzwyczaić" od nich ludzi, w obliczu faktu, że są one na wyczerpaniu.
Opowieści o zagrożonym bezpieczeństwie Ziemi, któremu winien jest człowiek, miałyby więc umożliwić łagodne przejście od kończących się ropy i gazu do innych źródeł energii. Jak łatwo się domyślić, list Colemana przeszedł niezauważony. Inaczej niż "oficjalne" poglądy Ala Gore'a.
Niezależni naukowcy przedstawili przekonywające dowody, że podstawa waszej argumentacji, podwyższona ilość dwutlenku węgla w atmosferze, która powoduje nieodwracalny wzrost temperatury, jest wątpliwa. Wszystkim z szeroko nagłaśnianych "oznak globalnego ocieplenia" dowiedziono przesadę, brak związku z problemem, albo wręcz fałszywość. W klimacie występują normalne zmiany, uzależnione przede wszystkim od cykli aktywności słonecznej.
Odkąd Słońce przeszło z fazy aktywnej lat '90 do obecnej fazy pasywnej, zahamowaniu i odwróceniu ulegają zmiany, będące jakoby oznakami globalnego ocieplenia. Na przykład cofanie się lodowców, topnienie lodów Arktyki, rosnący poziom oceanów, liczniejsze susze i huragany. Wszystko to jest częścią naturalnych zmian klimatycznych.
Przepowiadana plaga huraganów nie nastąpiła. Katrina okazała się wypadkiem jednostkowym. Susze są odwracalne. Lodowce się stabilizują, zaś czapa lodowa Arktyki wraca do normy.
Coleman prosi ekologów, by w związku z tym przestali ludzi straszyć. Zaś miłość do Ziemi połączyli z miłością do istot ludzkich - oraz poziomu życia, do którego są przyzwyczajone.
Oczywiście Coleman nie dostanie za swe poglądy nagrody Nobla. Nie ma też tyle pieniędzy i personelu, co Al Gore. Mimo to - patrząc trzeźwo - w sprawie "globalnego ocieplenia" wierzymy na słowo tym naukowcom, których poglądy są bardziej nagłaśniane w mediach. Z niczego nie wynika, że to akurat oni mają rację. Ich słów nie sposób zweryfikować. Tym bardziej, że istnieją naukowcy równie poważni, którzy twierdzą coś wręcz przeciwnego.
Coleman jest zdania, że "globalne ocieplenie" to największe oszustwo w historii, stworzone na podstawie zmanipulowanych danych długoterminowych. Sądzi, że iluzję gwałtownie postępującego ocieplenia klimatu stworzono w celach politycznych. Oraz, że zawali się ona za 10-20 lat, gdy żadna z zapowiadanych katastrof nie nastąpi.
Zobaczymy. Lecz nawet jeśli, mający dziś 73 lata Coleman zapewne tego nie doczeka. A politycy wymyślą jakieś mało poważne usprawiedliwienie, które powtarzane dostatecznie często stanie się wręcz oczywiste.
/Pardon/
wtorek, 3 czerwca 2008
"Król eutanazji": Ten lekarz pomógł umrzeć 868 osobom
Doktor Minelli (Fot. PAP/DPA)
Doktor Minelli jest dyrektorem najbardziej znanej na świecie kliniki, która przeprowadza eutanazję. Do niedawna skala działalności kontrowersyjnej grupy lekarzy z Zurychu była nieznana. Ale Minelli ostatnio postanowił się zareklamować i ją ujawnił.
Liczby, które podał w wywiadzie dla "Le Monde" mogą przyprawić o zawrót głowy. Otóż od początku swojego istnienia, czyli w ciągu 10 lat, lekarze z kliniki Dignitas pomogli popełnić samobójstwo 868 osobom, z czego ponad 300 w ostatnich dwóch latach.
Aż 85% z nich to obcokrajowcy - głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji - którzy przybyli do szwajcarskiego raju specjalnie po to, by umrzeć. Bo w Szwajcarii to legalne, w odróżnieniu od ich ojczystych krajów.
Jednak lekarze z Dignitas nie cieszą się powszechnym poważaniem. Choć sami uważają się za dobroczyńców, nawet we własnym kraju nazywani są spadkobiercami nazistów. Co nie jest aż tak dalekie od prawdy – najnowszą techniką Doktora Śmierć jest... gazowanie pacjenta. Za pomocą helu.
"Dobroczynność" lekarzy z Zurychu nie jest jednak darmowa. Zważywszy że za pomoc w samobójstwie życzą sobie nawet 5 tys. funtów (ponad 20 tys. zł), śmiało można nazwać to niezłym biznesem. Ale skoro jest na to popyt, eutanazja jest legalna, a "pacjenci" dorośli... to właściwie nie ma problemu, prawda?
Tylko co zrobić z tą lampką ostrzegawczą, zapalającej się w głowie na myśl o doktorze, który uśmiercił 868 ludzi?
/Pardon/














Spencer Tunick
