To akurat elektrownia atomowa w czeskim Temelinie (Fot. PAP/EPA - Hans Klaus Techt)
"W elektrowni atomowej Krszko w Słowenii doszło w środę po południu do awarii. Nie stwierdzono wycieku substancji promieniotwórczych do środowiska" - cytuję za serwisem informacyjnym o2.pl.
W związku z awarią Komisja Europejska ogłosiła alarm na terenie całej Unii Europejskiej. I słusznie. Na szczęście, okazało się, że nie ma zagrożenia.
Pozostają jednak pytania. Oto Gazeta.pl pisze w tekście o awarii tak:
Zgodnie z procedurami, Bruksela miała obowiązek poinformować o awarii kraje członkowskie.
Takie powiadomienie przesłano - według oświadczenia Komisji - o 16.38 (naszego czasu) wszystkim krajom członkowskim. Informacja przez pierwsze chwile pozostała jednak niejawna i pierwsze przecieki w tej sprawie pojawiły się dopiero około godziny 20.30 naszego czasu.
Oto jak wyglądało to na stronie:
Ja o awarii i alarmie usłyszałem po raz pierwszy dokładnie o godz. 20.00 w Radiu Wrocław. A więc publicznie. Zatem najpóźniej o tej porze informacja krążyła już po mediach.
Dlaczego jednak - jak pisze Gazeta.pl - wiadomość była wcześniej "niejawna"?
Ale to może zrozumiałe. Lepiej nie siać paniki. Znacznie ciekawsze wydaje się pytanie o plotki o rzekomej awarii jakiejś elektrowni jądrowej, które krążyły przez cały dzień po Polsce. Być może ich źródłem była wiadomość o drobnej awarii w elektrowni atomowej w czeskich Dukovanach.
To w sumie ciekawy zbieg okoliczności. Wpierw pojawiają się pogłoski o awarii, potem faktycznie dochodzi do wypadku w Słowenii, który wywołuje alarm w UE, a później okazuje się, że tak naprawdę były aż dwa incydenty w elektrowniach atomowych w Europie Środkowej w ciągu dwóch dni.
Chciałoby się rzec: do dzieła, miłośnicy spiskowych teorii dziejów!
A swoją drogą, łatwo zauważyć, kto najbardziej straci na środowym zamieszaniu w elektrowniach atomowych. Tym przegranym jest energetyka jądrowa.
/Pardon/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz