Pomoc domowa podczas sprzątania łazienki (fot. Rolf Vennenbernd/PAP)
Prostytucja pod przykrywką "agencji towarzyskich" świetnie sprawdza się w Polsce. Ale co zrobić w kraju, w którym prawo traktowane jest bez przymrużenia oka? Opracowany przez dwóch imigrantów z Rumunii system był genialnie prosty.
Na stronie internetowej reklamowali się jako firma sprzątająca. Na podstawie zamieszczonych fotografii można było sobie wybrać odpowiednią "sprzątaczkę", którą następnie dowożono pod wskazany adres w Sztokholmie i okolicach. Czy tam sprzątała, czy też robiła coś zgoła przeciwnego, pozostawało tajemnicą jej i klienta.
A klientów było kilkuset. Oczywiście sprawa wydała się podejrzana policji, jednak udowodnienie czegokolwiek może się okazać trudne. Rumuni, którzy w swej firmie pełnili funkcje szoferów, uparcie twierdzą że głęboko wierzyli, iż wożą zwykłe sprzątaczki. Ostatecznie żaden przepis nie zabrania, by ścierać kurze w niebotycznych szpilkach, pończoszkach i krótkim fartuszku.
Na zeznania klientów nie ma zaś co liczyć. Ustawa z roku 1999 kryminalizuje bowiem nie samą prostytucję, która od 1907 roku pozostaje w Szwecji legalna, co sam akt nabywania usług seksualnych. Skazano już za to ponad 500 mężczyzn - na grzywny, choć groziło im nawet więzienie.
Swoją drogą usługi nagich sprzątaczek oferuje coraz więcej firm. Musi to więc być jakiś popularny fetysz. Jednak podobne sprzątanie seksualne już samo w sobie niesie ze sobą pewne ryzyko.
Przekonał się o tym 50-latek z Florydy, który pod nieobecność żony zamówił przez internet "nagą pokojówkę" - w cenie ponad 200 zł za godzinę -by posprzątała mu dom. Zrobiła to tak dokładnie, że małżonka nie mogła się po powrocie doszukać swej biżuterii, wartej około 85 tys. złotych.
Słowem, coraz trudniej dziś być mężczyną. Wszędzie czają się zasadzki.
/Pardon/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz